Relacja z wyjazdu paralotniowego – Maroko, marzec 2026

Wyjazd paralotniowy Maroko 20 – 27 marzec 2026

Wyjazd paralotniowy do Maroka to wyjątkowa okazja, aby połączyć piękno egzotycznej przyrody, korzystne warunki pogodowe i przygodę w powietrzu. Maroko jest uznawane za jeden z najbardziej dostępnych i malowniczych zakątków Afryki dla miłośników paralotniarstwa – stabilna sytuacja polityczna i rozbudowana infrastruktura turystyczna sprzyjają bezpiecznym i komfortowym podróżom.

dzień 1

Wyjazd do Maroka, dzień 1. Dziś miało padać i wiać do 60km/h. W poszukiwaniu waruna wróciliśmy półtorej godziny na północ. Klify w Douira pozwoliły rozprostować glajty, przypomnieć sterowanie, a kilka osób spróbowało walczyć ze słabym żaglem . Późnym popołudniem przypływ zaczął zabierać plażę. Wróciliśmy na startowisko na górce przy Aglou na wieczornego zlota. Karki spalone, glajty ruszone. Jutro będzie lepszy warun.

dzień 2

Dzień 2 wyjazdu do Maroka. Zaczęliśmy od zlotów z Eagle’s Nest. Przez odchyłkę musieliśmy się przenieść na pobliskie startowisko nad Aglou. Dało się polatać przy mocnym wietrze. Zjechaliśmy na klify, ale tam wiało za słabo. Tu za mocno, tam za słabo, dziwna sprawa. Potrenowaliśmy alpejki. W tym czasie zgodnie z prognozami wiatr się przekręcił na zachodni, więc wróciliśmy na górkę nad Aglou. Szalejące sztormy na wyspach Kanaryjskich i w naszej okolicy dały polatać. Właśnie pada deszcz, więc powietrze powinno się przemieszczać na świeże.

dzień 3

Dzień trzeci w Maroko 2026. Byliśmy na niebie jak ta szarańcza. Wyspy Kanaryjskie są nadal w oku niżu, ale mam to nie przeszkadza . Warun dziś działał dobrze. Wygrzane zbocza gór wyprostowały poranny wiatr z odchyłką i dały długo polatać. Naszych pilotów początkowo speszyła jego prędkość. Pomogła zasada – robisz Groundhandling -> stoisz z glajtem przez chwilę -> start. Nagle zaczęło to wychodzić lepiej, niż poderwanie glajta, półobrót i sprint w pół sekundy. Adrian po kilkunastu startach stwierdził, że już więcej nie będzie się męczył i za jednym posiedzeniem nalatał ponad cztery godziny.

dzień 4

Dzień 4 wyjazdu do Maroka. Dziś do 15 walczyliśmy z bezwietrzem. Natłukliśmy po 7 zlotów szlifując starty w słabym warunie. Potem ruszyło z kopyta. Można było powisieć na wieczornym żaglu, a momentami pobawić się w silniejszych szkwałach.

dzień 5

Dzień piąty wjazdu do Maroka. Ucieczką na południe prawie uniknęliśmy deszczu. Tak, deszczu w Maroku… Niestety nie wiało wystarczająco mocno na czerwony łuk w Legzirze. Sypie się dosyć mocno, ale jeszcze spory kawałek został. Na żagiel w tym ikonicznym miejscu załapiemy się następnym razem. Kominy tłumione przez niską inwersję przychodziły falami raz na jakiś czas i dały chwilę powisieć w powietrzu.

dzień 6

Dzień 6 wyjazdu do Maroka. Ten dzień to wisienka o torcie. Przez cały tydzień opowiadaliśmy, że przyjdzie. Zaczęło się leniwie, na Eagles Nest. Od bezwietrza, śniadania i opalania. Jesteśmy dzień ok froncie, który przewalił kilka chmur burzowych i wymienił powietrze. Warun ruszył z kopyta po południu. Polataliśmy tu godzinę, a potem wilgotne powietrze zakotłowało nam zbocze na wysokości szczytów. Czyli nisko. Szybkie uszy, lądowanie i przeskok na plażę i klify. Dużo piasku, groundhandlingu, upadków, zakrętów przy zboczu i żaglowania w laminarnym powietrzu. Niektórych pilotów trzeba było mocno zachęcić do walki z wiatrem na startowisku. Ostatecznie byli zadowoleni z wyciągnięcia plecaków. Ewa tańczyła z glajtem aż do zachodu słońca…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *