Relacja z wyjazdu paralotniowego –Bałkany – Macedonia. , lipiec 2026

Wyjazd paralotniowy do Macedonii, wrzesień 2026

Czekają na Ciebie różnorodne tereny, spektakularne widoki i codzienna dawka adrenaliny dla każdego pilota. Loty XC nad zielonymi dolinami i starty z trawiastych zboczy zapewniają komfort oraz bezpieczeństwo.

Grupa zaliczyła mnóstwo udanych lotów i spędziła masę czasu w powietrzu. Niektórzy zrobili swoje pierwsze poważne przeloty, a wszyscy świetnie się bawili – to po prostu najlepszy sposób na spędzenie wolnego tygodnia.

Dzień 1 | Kruszewo, Macedonia

Po długiej trasie samochodem z Polski do Macedonii dotarliśmy na miejsce o 2:00 w nocy, więc rano bez zbędnego pośpiechu zjedliśmy śniadanie i ogarnęliśmy karty SIM pod live tracking. Na lądowisku zrobiliśmy sprawną odprawę, obgadując plan na dzień i podejście do lądowania. Złapaliśmy klasyczny macedoński warun – najpierw zagrały wyższe góry, a chwilę później odpaliła dolina. Mimo zmęczenia podróżą piloci wycisnęli z dnia maksimum: bardziej doświadczeni nalatali po 2,5 godziny, lądując dopiero wtedy, gdy mieli już po prostu dość, a początkujący bezpiecznie kręcili od 2 do 3 godzin. Ogromne startowisko i lądowisko zapewniło bezstresowe starty i lądowania. Dzień skończyliśmy jak zwykle – przy porządnej bałkańskiej kolacji z górą mięsa i w świetnej atmosferze.

Dzień 2 | Kruszewo, Macedonia

Przelotowcy ambitnie zaplanowali 100-kilometrowy oblot doliny, ale warun ich zweryfikował i skończyło się na dwudziestu paru kilometrach z lądowaniem w wiosce na północy. Miejscowe dzieciaki szybko ich namierzyły i za drobną „łapówkę” zaprowadziły do sklepu – dostały lody, a chłopaki zimne napoje, bo w dolinie panował niesamowity upał. Na lądowisko wrócili w klimacie lat 80. W ‘podrasowanym’ BMW z głośnym wydechem i skórzaną tapicerką.

Nasi początkujący trochę ociągali się rano ze startami, przez co po 11:00 musieli wyczekiwać na okienka przy silniejszym wietrze termicznym, ale ostatecznie wszyscy sprawnie odpali do lotu. Po lądowaniu zaliczyli godzinną lekcję w „piekarniku” na dole, trenując alpejkę i słuchając wykładu o planowaniu podejścia. Nauka nie poszła w las – po popołudniowym wyjeździe na górę nikt nie chciał wracać na dopieczenie, więc nawet osoby stawiające skrzydło alpejką pierwszy raz w życiu wystartowały czysto, bez łapania losowych taśm. Około 16:00 zza pleców zaczęły nadciągać chmury deszczowe, więc sprawnie zawinęliśmy sprzęt i o 18:00 zamknęliśmy dzień kolacją na lokalnym rynku.

Dzień 3 | Kruszewo, Macedonia

Ekipa dobrze wypoczęła i już o 10:00 stawiła się na starcie z planem na krótkie, rozgrzewkowe zloty. Rozgrzały się jednak przede wszystkim kominy – termika rozkręcała się z minuty na minutę, a krótkie loty zmieniły się w dzień w powietrzu. Cała grupa zaliczyła klasyka w rejonie Kruszewa, latając granią na północ i południe z delikatnymi wyjściami nad płaskie.

Marina podczas swojego pierwszego latania w termice spędziła w powietrzu aż 3 godziny. Komin zdryfował ją na drugą stronę góry, przez co wylądowała na zboczu – zamiast tradycyjnego hike and fly wyszło z tego fly and hike z podejściem z buta. Damian polatał godzinę w tandemie z Agatą, żoną jednego z pilotów na tandemie.

Mariusz pociągnął mocno na południe aż nad jezioro Prespa. Wylądował o 15:00, po czym po długiej przeprawie autostopem wrócił do bazy dopiero o 19:30 – pół dnia spędził w powietrzu, a drugie pół w drodze. Zaliczył 50km, a lądował, bo bał się, że wleci to Albanii ;).

Mimo deszczowych prognoz na popołudnie na dół nie spadła ani kropla. Dzień zamknęliśmy tradycyjnie: dobrą kolacją i zasłużonym resetem, bo jutro zmiana miejscówki i kolejny konkretny dzień.

Dzień 4 | Kruszewo / Ochryda, Macedonia

Pierwsze trzy dni mijały według podobnego schematu. Dzisiaj od rana mieliśmy inny plan: latanie w Kruszewie tylko do południa, bo na drugą część dnia zaplanowaliśmy zmianę miejscówki. Większość zaliczyła rano sprawne zloty, a gdy po 11:00 ruszyła delikatna termika, jednemu z chłopaków udało się nalatać kilkadziesiąt minut w powietrzu. O 12:00 spakowaliśmy się i ruszyliśmy w stronę Ochrydy.

Po południu cała dolina pod Kruszewem została dosłownie zatopiona przez potężne burze z piorunami, więc ucieczka nad Ochrydę okazała się dobrym wyborem. Po drodze złapał nas deszcz, co wykorzystaliśmy na obiad w lokalnej restauracji – pstrągi, ośmiornice i dobre mięso. Gdy skończyliśmy jeść, burze przeszły za górę i około 17:00 wyjechaliśmy na startowisko, gdzie cała grupa zaliczyła po przedłużonym zlocie na minimalnie zbyt słabym żaglu. Z czasem warunki zaczęły się nawet poprawiać, więc odważniejsza część ekipy wyjechała na górę po raz drugi. Opłaciło się, złapali „magiczne powietrze”, które pozwoliło na żaglowanie i utrzymało ich w górze aż do zachodu słońca. Widok z powietrza na jezioro i zachód był kapitalny. Pakowaliśmy się już po ciemku.

Dzień 5 | Kruszewo, Macedonii

Ostatni dzień wyjazdu zaczęliśmy wcześniej niż zwykle – prognozy zapowiadały wzmocnienie wiatru po 13:00. Musieliśmy idealnie wstrzelić się w nasze okno pogodowe. Plan wypalił i cała grupa sprawnie wystartowała Najbardziej doświadczeni piloci wycisnęli niebotyczne prz loty o długości 6–7 km. Lądowali na okolicznych polach uprawnych i wrócili do bazy ze świeżymi pomidorami, paprykami oraz arbuzami. Pod koniec warunki na starcie robiły się już mocne i porywiste, ale opanowanie alpejki i praca na ziemi z ostatnich dni zaprocentowały – wystarczyło wyczekać odpowiedni moment i sprawnie skontrolować skrzydło.

Zgodnie z prognozą po 13:00 mocno przewiało startowisko, więc przenieśliśmy się nad sztuczne jezioro pod Kruszewem. Wieczór zamknęliśmy ostatnią, wspólną kolacją. 

Wyjazd do Macedonii okazał się absolutnym strzałem w dziesiątkę. Każdy wylatał swoje, początkujący zrobili potężny krok naprzód w kręceniu termiki (z Mariną na czele, która wykręciła 3 godziny przy pierwszym podejściu!), a wszystko to przy bałkańskim jedzeniu i kapitalnej atmosferze. Wszyscy wracają do domów w doskonałych humorach, z uśmiechem na twarzy, nowymi życiówkami, podniesionymi umiejętnościami i masą świetnych wspomnień.