Relacja z wyjazdu paralotniowego –Alpy Julijskie i Włoskie, maj 2026

Wyjazd paralotniowy Alpy Julijskie i Włoskie, 01 – 07 maj 2026

W majowe święta wybraliśmy się na tradycyjną wycieczkę w Alpy. Podążając za ładną pogodą, przemieszczaliśmy się z Austrii do Meduno we Włoszech, a następnie w okolice Gemony, by w końcu wrócić do Austrii. Członkowie grupy mieli okazję odbyć kilka udanych lotów i spędzić sporo czasu w powietrzu. Niektórzy zaliczyli nawet dłuższe loty, a wszyscy świetnie się bawili – a to przecież najlepszy sposób na spędzenie majowych dni wolnych.

 
dzień 1

Pierwszego dnia majówkowego wyjazdu paralotniowego 2026 pojechaliśmy do Greifenburga. Zajeżdżamy tutaj zawsze, kiedy pozwala nam na to pogoda. Wysokie góry, termika ponad 3000 metrów i zielone łąki na zboczach to piękne widoki. Ekipę mamy o pełnym przekroju umiejętności i nalotu. Część robiła pierwsze zloty i kominy. Inni testują nowe kokony. Siergiej po długiej przerwie od latania poleciał ładny trójkąt 80km. To jego pierwszy lot w Alpach. Dobry początek 

dzień 2

Dzień drugi wyjazdu majowego 2026. Wszystkich dzisiaj poniosło. Czekając na pierwsze podmuchy zrobiliśmy szybko wykład o termice. Pierwszy od góry oderwał się Siergiej, który wczoraj, w pierwszym locie w Alpach pobił swój rekord i poleciał 80 km. Za nim urwał się Adam na pierwszy przelot życia, a potem Maciejka i Jędrzej. Tego zdecydowanie nie było w planach, ale nie dało się ich utrzymać przy starcie 😏. Reszta kręciła pierwsze kominy i po 2-3 godzinach podwajała swoje naloty. Nie za bardzo miałem co robić na lądowisku. Mogłem jedynie patrzeć na livetracking Siergieja, który po 60km nie chciał zawrócić i odlatywał od nas co raz dalej 🥹. Na szczęście po 101km wylądował na stacji w Brunico. Wrócił pociągiem pod sam camping i nie musieliśmy jechać przez pół Alp. Wszyscy dziś ładnie polatali.

dzień 3

Trzeciego dnia wyjazdu majowego 2026 ruszyliśmy na południe. Mieliśmy dość termiki, dość kominów do 3000-3500 metrów. Dość widoków na wielki kawał Alp i problemów z lądowaniem. Tak nosiło… Rano spakowaliśmy nasz obóz wędrowny i przeskoczyliśmy do Meduno. Po wjeździe, o 13:00 wiało dosyć mocno (jak to w Meduno). Oszpeiliśmy się, wyczekaliśmy pół godziny. Krótkie okno dało odpalić wszystkim pilotom. Trening alpejki zaprocentował! Wystarczył jeden wjazd na górę. Jędrzej nakręcił ponad pięć godzin. Reszta też nalatał się do oporu.

dzień 4 & 5
Dzień 4 i 5 wyjazdu majowego 2026. Zwinęliśmy się wcześnie rano z Meduno. Uciekamy na północny wschód. Nieco problematyczna jest prognoza bardzo silnego wiatru na północ od Słowenii. Pokazuje do 60 km/u na poziomie ziemi… Od południowego zachodu goni nas powoli front niosący deszcz. Pozamykane kolejki po sezonie zimowym też nie ułatwiają sytuacji. Po drodze widzimy sępy latające od samego rana w okolicy San Simeone. Wjeżdżamy na górę super ciasnymi tunelami. Wiatr jest idealny, ale chmury zeszły do połowy góry…
Celujemy w jedyny region na północy, osłonięty główną granią Alp. Udaje się nam znaleźć startowisko, gdzie musimy podejść tylko 30 minut. Złapaliśmy wczesno-popołudniowe okno na dobry lot. Widoki wielkich gór, pionowe zbocza, wchodząca termika i silniejszy wiatr powodują, że po godzinie jesteśmy wylatani, lądujemy i jedziemy do domu. Adam mówi, że to był najlepszy dzień, a Siergiej : “trafiłeś w miejsce jak snajper”. Czasem się uda, zwłaszcza z grupą, która potrenowała starty i ma nad nimi kontrolę w nieco trudniejsze na miejscu 😏.
Zapraszamy na kolejne wyjazdy!